O
statnio pogłębiam tajniki pieczenia i gotowania różnorodnych wynalazków, co w przypadku mojej osoby jest cudem. W Lublinie nie znam ani jednej piekarni, która sprzedaje dobre (jeśli w ogóle) croissanty, więc podjąłem wyzwanie zrobienia własnych, bez żadnych dodatków i ulepszaczy.
Sprawa nie jest prosta i wymagająca cierpliwości. Cały proces robienia croissantów trwa minimum 6 godzin, ale można go przerwać na kilkanaście godzin. Wielokrotne przekładania, wałkowanie, chłodzenie i dojrzewanie ciasta francuskiego po prostu musi tyle trwać. Najlepiej zacząć wieczorem i zakończyć rano np. w niedzielę - akurat na pyszne śniadanko.
Sobota wieczór - Diddy asystuje.
Bork, bork, bork! Znacie szwedzkiego kucharza z Muppetów?
(Prawie) Dokładnie wg przepisu. Rozdzieliłem go na 25 pozycji krok po kroku.
Trochę się skleiło.
Kulka gotowa!
Niedziela rano, protoplasty croissantów rozłożone.
I posmarowane jajkiem.
Diddy cały czas asystuje!
Po końcowym dojrzewaniu croissantów…
… są już grubiutkie.
Ostatnie smarowanko jajkiem przed piekarnikiem.
I pieczemy, 220-200 st. C, 15-20 min.
Mmm, pysznie wygląda.
Smakuje Missy.
Diddy też się nie zatruł.
Więc można przygotować drugie śniadanko.
EH VOILA!
Przepis jest TUTAJ. Zmieniłem go tylko w ilości masła, dałem 200 g i była to całkowicie wystarczająca ilość.